"Tutaj na sennym kawałku wybrzeża na dalekim końcu Azji znajduje się z pewnością największe i najbardziej tajemnicze zbiorowisko statków w historii transportu morskiego. Ich liczba jest porównywalna z sumą statków we flocie brytyjskiej i amerykańskiej marynarki wojennej, ich tonaż jeszcze większy. Kontenerowce, masowce, tankowce – one wszystkie powinny właśnie kursować w pełni obładowane pomiędzy Chinami, Wielką Brytanią, Europą i Ameryką wypełnione zapasami dla sklepów z aparatami fotograficznymi, PC World’a (brytyjska siec sklepów elektronicznych - przyp. ZM), Argosa (brytyjska siec sklepów katalogowych - przyp. ZM) przygotowując je do detalicznego szczytu sezonu (czyli Święta Bożego Narodzenia - przyp. ZM).
Nie jestem fanem dziennikarstwa spod znaku Daily Mail, ale akurat ten artykuł wydaje mi się warty polecenia.
Jedną z przyczyn obecnego kryzysu gospodarczego jest nierównowaga w handlu międzynarodowym, gdzie niektóre kraje, głownie USA, Wielka Brytania czy Irlandia prowadziły politykę ujemnego bilansu płatnicznego, konsumowały więcej niż wytworzyły, importowały towary i finansowały to kredytem zagranicznym. Kraje z przeciwległego bieguna takie jak Chiny, Niemcy czy Japonia robiły odwrotnie: produkowały głownie na eksport przy relatywnie niskich poziomach konsumpcji wewnętrznej, za to przy wysokich poziomach oszczędności, które następnie były pożyczane krajom anglosaskim i finansowały ich konsumpcję. W przypadku Chin jest to nawet element oficjalnej polityki rządowej. Pieniądze, które trafiały do Chin w ramach opłaty za eksport, były wymieniane z powrotem na dolary i kredytowały amerykańskiego konsumenta. Dodatkowo, zakup dolarów/wyprzedaż juana pozwolała Chińczykom utrzymać niską wartość waluty, Tania waluta czyniła chińska gospodarkę jeszcze bardziej konkurencyjną i tworzyła miejsca pracy dla milionów młodych Chińczyków, dzieci boomu demograficznego, którzy właśnie trafiali na rynek pracy. Wszyscy byli zadowoleni.
Niestety, życie na kredyt ma to do siebie, że się kiedyś kończy, a skutkiem jest opisany w artykule spadek w wartościach absolutnych handlu międzynarodowego i niewykorzystane ‘moce przerobowe’ miedzynarodowej żeglugi morskiej. Ten temat poruszyłem juz wcześniej tutaj. Spadek w handlu międzynarodowym połączony z wprowadzaniem na rynek nowych statków zakontraktowanych w latach boomu 2005-2006, a w perspektywie także wzrost protekcjonizmu gospodarczego i promowanie krajowej produkcji zbyt dobrze nie rokują na najbliższe lata dla branż powiązanych z przewozami morskimi, w tym dla przemysłu stoczniowego. Nic dziwnego, że minister Grad nie może nikomu opchnąć polskich stoczni…